1 Obserwatorzy
23 Obserwuję
leniwiecliteracki

Leniwiec Literacki

Ciernik i Pokrzywnica na tropie. Pożeramy książki z niszowych wydawnictw oraz dzieła wydane w małych nakładach przez samych autorów.  Selfpublishing nie nadaje się do jedzenia? Zobaczymy!

Marcin Rusnak „Opowieści niesamowite”

Upolowane:  Marcin Rusnak „Opowieści niesamowite”, e-book

 

Ciernik: Upolowałem darmowy zbiór opowiadań Marcina Rusnaka pod tytułem „Opowieści niesamowite”. Całkiem nieźle sobie podjadłem.

 

Pokrzywnica: Ach, bo one treściwe są! To taki konkretny schabowy z kapustą plus skwarki. Nic wielce wyrafinowanego, ale przyzwoite danie. Dobrze skonstruowane, ładnie napisane… może tylko trochę duszy tym opowiadaniom brak. Z wyjątkiem jednego! Ale ponieważ autor przyznał, że inspiracją była w tym przypadku opowieść jego żony, to ja nie wiem, czy ten skrawek duszy pochodzi od Marcina Rusnaka, czy też wyrwał go żonie.

 

Ciernik: Zgadzam się wstu procentach! „Farid Tkacz i latający dywan” to najlepsze opowiadanie z tego zbioru. Nie tylko zainteresowało mnie fabularnie, ale również porwało emocjonalnie. Pozostałe teksty to po prostu dobra, rzemieślnicza robota. Trochę brakuje tam człowieka, jakiejś uniwersalnej prawdy o nas wszystkich. Ich siła tkwi w świetnie poprowadzonej akcji, graniu twistami i dbaniu o szczegóły. Ale nie porywają tak, jak „Farid Tkacz”. Może autor za mocno trzyma wszystko w żelaznym uścisku, bezwzględnie prowadząc nas w jednym, z góry określonym kierunku i nie pozostawiając miejsca na pytania?

 

Pokrzywnica: A może sekret tkwi w podejściu autora? W posłowiu napisał tak: „Mam nadzieję, że czytając te historie bawiliście się równie dobrze co ja, gdy je opowiadałem”. On się pisaniem bawi i to widać – realizuje rozmaite schematy, odgrywa przedstawienia, używając do tego postaci niczym  kukiełek. To wszystko przypomina trochę układanki albo krzyżówki i rzeczywiście bardziej angażuje intelektualnie niż emocjonalnie. Tylko „Farid Tkacz” jest inny.

 

Ciernik: Bo to opowiadanie nie jest typową dla Marcina fantastyką czy grozą. Wygląda na to, że pisząc ten tekst, musiał wyjść ze swojego getta i ten krok okazał się słusznym. Rusnak jest tutaj bliżej emocji, bliżej człowieka. Pojadę teraz trochę domorosłą psychologią, ale… on sam przyznał się później, że jego przygoda z fantastyką zaczęła się od „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Być może w tym opowiadaniu udało mu się wrócić do tamtych czasów, gdy wszystko było jeszcze nowe i fascynujące, niezakłamane i niesfrustrowane samym faktem istnienia.

 

Pokrzywnica: Tak naprawdę to też jest schemat. Schemat baśni. A jednak wyszło pięknie. Może realizowanie schematów nie jest wcale złym pomysłem na pisanie, tylko trzeba po prostu wybrać naprawdę dobry schemat?

 

Ciernik: Nie. Schemat może być jakikolwiek, trzeba go tylko po mistrzowsku zrealizować.

 

Pokrzywnica: No, nie wiem. Weźmy „Kołysanki dla umarłych” – czytałam je już dawno, zaraz po tym, jak wygrały „Horyzonty Wyobraźni”. To dobry tekst, ale oparty na bardzo, moim zdaniem, trudnym (i nudnym) schemacie postapo. Da się z tego wydobyć więcej, niż udało się Marcinowi? Wątpię. Baśń jednak daje więcej możliwości.

„Farid Tkacz i latający dywan” nie ślizga się po powierzchni, tylko odważnie schodzi głębiej w meandry ludzkiej psychiki. Dlatego tak mocno działa. Niejedną myśl, niejedną refleksję można z niego wyciągnąć. Mnie kompletnie zdumiała, a zaraz potem oczarowała, myśl o szacunku nauczyciela do ucznia.

Zostać nauczonym czegoś – to otrzymać jeden z najcenniejszych darów, jakie mogą nam się przytrafić, bo to nas wzmacnia, więc nauczyciel zasługuje na szacunek – to oczywiste. Ale jest przecież i druga strona medalu – jeśli przekazujemy swoją wiedzę komuś, to on poniesie ją dalej, w takie miejsca i czasy, w których nas już nie będzie. Więc i my jemu jesteśmy winni szacunek.

A potem przypomniałam sobie, jak wygląda nasz system edukacji – i w świetle tego opowiadania on jawi się niczym obraz odbity w jakimś piekielnym, karykaturalnym, wykrzywionym zwierciadle: nauczyciel z koszem na głowie i uczniowie kurczący się ze strachu na samą myśl o szkole. Gdzie tu miejsce na choćby cień szacunku? W którąkolwiek stronę?

 

Ciernik: „Farid Tkacz” ma wiele zalet: mieszana narracja, dbałość o szczegóły (ta jest w ogóle charakterystyczną cechą pisarstwa Rusnaka), świetnie oddany leniwy i zmysłowy klimat „Baśni tysiąca i jednej nocy”, plastyczne, żywe postacie z wiarygodnym charakterem, twisty, świetnie pokazana relacja mistrza i ucznia oraz to, że nawet mistrz nie jest doskonały, szczególnie, gdy postawi się go w sytuacji pozornie bez wyjścia.

 

Pokrzywnica: Dzięki temu bogactwu zapominamy, że to schemat, zostaje uczucie oraz myśl. I to niejedna – każdemu wedle potrzeb. Tekst działa na odbiorcę dokładnie tak, jak baśń działać powinna.

 

Ciernik: A co myślisz o postaciach kobiet, jakie kreuje Marcin w tym zbiorze opowiadań?

 

Pokrzywnica: Hmm… Pomyślmy:

„Kołysanki dla umarłych”: bohaterką jest kobieta, ale gdybyśmy zmienili końcówki z -am na -em, to nic by się nie stało. Ona nie myśli ani nie czuje jak kobieta. Ale w świecie „Kołysanek” jest to uzasadnione – gdyby była kobieca, to pewnie by nie przeżyła.

„Zły szeląg”: to nie kobieta, to zjawa.

„Bociani zagon”: czysta zabawa schematem – same kukiełki.

„Opowieść, którą znam tylko ja”: tutaj jest coś głęboko prawdziwego, ale oglądamy świat z męskiego punktu widzenia, więc uświadamiamy sobie jedynie istnienie tajemnicy, która owocuje niemożnością porozumienia między bohaterami, ale nie docieramy do jej sedna.

„Farid Tkacz i latający dywan”: siostry są podobne ale zarazem różne i to jest duży plus. Rozumiem je obie. Nie wiem tylko, dlaczego Khandan kocha Tkacza, ale ona pewnie to wie, więc niech to zostanie jej tajemnicą. Podoba mi się wolta młodszej siostry, która najpierw coś robi, potem rozpaczliwie odkręca – to bardzo pasuje do nastoletniej dziewczyny.

„Zabijając ptaki”: Rosa mnie nie przekonuje. Ale ona jest obca, więc w sumie nie powinna być zbyt kobieca ani nawet zbyt ludzka. To raczej potwór niż kobieta.

„Koszmar z Yelland”: znów zabawa schematem i kukiełka w spódnicy. Nie da się tej postaci rozważać na poważnie.

„Pudełko pełne cudów”: kobieta – trofeum. Bohater musi ją mieć, bo ona jest jedną z niezbędnych oznak sukcesu mężczyzny. Gdyby nie miał kobiety, (albo gdyby nie miał pieniędzy czy pracy) to jego sukces nie byłby wiarygodny.

 

Ciernik: Czy to nie jest czasami charakterystyczne dla młodej męskiej prozy, że kobiety są tak po macoszemu traktowane? Większość postaci żeńskich to albo jakieś tło dla mężczyzn, albo zrobiły tym facetom straszną krzywdę. Nie są partnerkami. Stanowią tylko pretekst do działania.

 

Pokrzywnica: W przypadku Rusnaka wydaje mi się, że sposób pokazywania kobiet wynika z tego, że w co najmniej połowie tych opowiadań on realizuje po prostu schemat albo próbuje się tym schematem bawić. Kobiety to po prostu jeden z elementów – fragment scenerii albo mniej lub bardziej ważny rekwizyt. W „Kołysankach dla umarłych” mogło być inaczej, ale twórca zdecydował się akurat na taki typ bohaterki i łatwo uzasadnić, dlaczego. Wygląda na to, że Rusnaka jako pisarza po prostu nie interesują kobiety. A czy ten brak zainteresowania jest bardziej powszechny wśród młodych autorów, czy może być symptomem czegoś? Nie mam pojęcia. Myślisz, że może?

 

Ciernik: Nie wiem, jak jest z innymi autorami, ale Rusnak, moim zdaniem, doskonale wie, o co chodzi i stosuje te klisze świadomie. Bo jest na nie zapotrzebowanie. Czytając te opowiadania, odniosłem wrażenie, że one są przeznaczone przede wszystkim dla młodych, męskich czytelników, najpewniej w okolicach dwudziestego roku życia, takich, którym buzują hormony i dla których kobieta to albo motor napędowy, albo przyczyna wszelkiego zła.

 

Pokrzywnica: A wiesz, że to całkiem możliwe! Może Marcin Rusnak faktycznie pisze pod określonego odbiorcę i dlatego pisze właśnie tak: dość prosto, z akcentem na fabułę, łatwym, zrozumiałym  językiem? Taka zabawa dla chłopaków… W porządku. Ale skoro autor nieostrożnie pokazał, że potrafi, to teraz ja i inne dziewczyny będziemy domagać się baśni: chcemy więcej latających dywanów!

 

www.leniwiecliteracki.pl

Źródło materiału: http://leniwiecliteracki.pl/dyskusja/288